Tu i teraz #3 - październik 2017

Tu i teraz #3 - październik 2017

Nastała jesień, a ja w ostatniej odsłonie serii Tu i Teraz pisałam coś o tym, że chyba trzyma się mnie jakiś chochlik i kolejny wpis tego typu może pojawi się w listopadzie… I pozwolę sobie nie komentować tego faktu, bo mamy listopad i wpis się właśnie pojawił. Nie jestem dobra w regularnych podsumowaniach mojej codzienności, ale mimo wszystko co jakiś czas chciałabym taki wpis dla Was przygotować i opowiedzieć o tym, co ostatnio się u mnie dzieje.

Cykl inspirowany jest oczywiście wspaniałą Kasią z bloga WorQshop i jej serią Tu i Teraz, którą (w przeciwieństwie do mnie) publikuje regularnie już od bardzo dawna. Warto do niej zajrzeć!

Dzisiejsze Tu i Teraz dotyczy października, bo to był miesiąc, w którym wszystko wywróciło mi się do góry nogami. Mój wewnętrzny spokój wyparował, moja codzienna rutyna przestała istnieć, a mój czas skurczył się, jakby nagle dzień skrócił się o połowę. A to wszystko za sprawą kilku kilogramów futrzanej radości…

Słucham…

ASMR. Potrzebuję ukojenia zmysłów po wyjątkowo głośnych i chaotycznych dniach, zatem wieczorami, kiedy najbardziej hałaśliwy osobnik pójdzie spać, zakładam słuchawki i robię sobie sesję relaksacyjną. O fenomenie ASMR pisałam już na blogu, odsyłam Was do tego tekstu, jeśli nie wiecie, o czym mowa. Doceniam bardzo sposób, w jaki ASMR rozładowuje napięcie i pomaga się wyciszyć, choć wiem, że znajdzie się sporo osób, dla których ta technika jest kompletnie niezrozumiała, czy wręcz dziwna. Mi pomaga i uwalnia mnie od tego ciągłego uczucia napięcia nerwowego, które towarzyszy mi w tym miesiącu.

Poniższy film to akurat role-play przygotowany na Halloween przez jedną z moich absolutnie ulubionych ASMRtists – Goodnight Moon ASMR. Jej filmy są totalnie inne niż wszystkie, tworzy niesamowity świat i czuję się za każdym razem, jakbym oglądała fragment jakiegoś świetnego hollywoodzkiego kina fantasy. Bardzo polecam.


Czuję się…

Zmęczona, trochę wykończona nerwowo, totalnie niewyspana, ale przeszczęśliwa. Dokładnie 30 września spełniło się moje małe-wielkie marzenie i w moim domu pojawił się nowy lokator. Mała, 8-tygodniowa kluska o najsłodszym pyszczku pod słońcem. Fiona. Każdy dzień z nią przynosi coś nowego. Jest niesamowita, szybko się uczy i jest… totalnie nieznośna! Mały demon, który rozrabia na potęgę. Wywróciła nasze życie do góry nogami i o ile nadal ciężko nam się do tej nowej rzeczywistości przyzwyczaić, o tyle nie pamiętam już, jak żyło mi się bez niej.

 

Chciałabym…

Mieć bardziej poukładane dni i wrócić do mojego planu działania, jednak na chwilę obecną jest to niemożliwe. Jeszcze przez jakiś czas mój czas będzie podporządkowany szczeniakowi, ale z każdym dniem jest coraz lepiej i mała staje się coraz bardziej samodzielna. Pracuję głównie, kiedy mała śpi, a że śpi sporo, to daję radę. Czeka nas jeszcze ostateczny trening czystości na spacerach i liczę na to, że wszystko, co się powywracało, uda się wyprostować. ;)

Chciałabym też ogarnąć się w listopadzie na tyle, żeby grudzień spędzić w rytmie slow, bez nadmiaru obowiązków i zadań. Skupić się na odpoczynku, przygotowaniach do świąt i na cieszeniu się chwilą.

 

Jestem wdzięczna za…

Nowe możliwości i wyzwania na mojej zawodowej drodze. Cały czas się rozwijam, dokształcam i uczę zupełnie nowych rzeczy – to coś, co wyjątkowo cenię w mojej pracy. Jej elastyczność i możliwość dostosowania do aktualnej życiowej sytuacji pozwala mi też na w miarę spokojne funkcjonowanie w tym moim małym psim chaosie.

 

 

Pracuję nad…

Sobą i swoimi zaległościami, zarówno jeśli chodzi o pracę, jak i pasje. Postanowiłam w tym roku dołączyć do wyzwania, o którym jakiś czas temu pisała Ewelina Mierzwińska i zrobić listę 18 rzeczy, które chcę skończyć przed 2018 rokiem. Na mojej liście jest kilka spraw zawodowych, kilka rzeczy, których chcę się nauczyć, kilka rzeczy przyjemnych i kilka średnio fajnych obowiązków, z którymi zwlekam już od dawna.

Przykłady? Chcę odbyć kurs z zakresu marketingu online, żeby rozwijać swoje zawodowe kompetencje. Chcę (nie chcę ale muszę…) w końcu iść do dentysty i zrobić porządek z ostatnią ósemką, która mi została i nie jest w najlepszej kondycji. Mam totalną, absolutną fobię dentystyczną i to dla mnie coś koszmarnego, ale muszę się tym zająć, bo doskonale wiem, jak skończy się zaniedbanie tej sprawy. No i wreszcie – chcę nadrobić czytanie kilku książek, które czekają na mojej półce już od miesięcy i miałam się za nie zabrać już wieki temu, ale ciągle coś stawało mi na drodze.

 

 

 Cieszę się…

Drobnymi rzeczami. Spacerem po parku, pośród szeleszczących liści. Pobudką o 5 rano z psim nosem tuż obok mojego. Chwilą dla siebie, kiedy pies nie szaleje i mogę zająć się moim BuJo, obejrzeć serial czy sięgnąć po zaległą książkę. Celebruję jesień i jej melancholijny klimat na całego, nie spieszę się i pozwalam, żeby czas płynął. Staram się nie przejmować za bardzo rzeczami, na jakie nie mam wpływu. W tym roku działy się różne rzeczy, dobre i złe. Miałam sporo na głowie i odbiło się to na moim samopoczuciu i nastawieniu do problemów, czułam się wyjątkowo bezradna i nie umiałam sobie poukładać spraw na tyle, żeby wyjść z takiego bezsensownego poczucia beznadziei. Wymagało to ode mnie sporo pracy nad sobą, ale obecnie mogę powiedzieć, że jest mi znacznie lepiej ze sobą i skupiłam swoją uwagę w zupełnie innych miejscach. Równowaga jest w tym wszystkim najważniejsza.

 

 

 

 Uczę się…

Balansować zadaniami i pracować w wiecznym niedoczasie. Pies wymaga mnóstwa uwagi, a szczególnie tak mały i mający od samego początku kłopoty zdrowotne. Pracuję i zajmuję się swoimi sprawami w bardzo elastycznych i nieregularnych blokach czasowych w ciągu dnia, a pierwsze dwa tygodnie naszego wspólnego życia, to była niezła jazda bez trzymanki. Dziś już jest zupełnie inaczej, mała rośnie i uczy się w ekspresowym tempie, jednak nadal wymaga dużo uwagi. Staram się wszystko pogodzić na tyle, żeby nie stwarzać sobie problemów, ale bywają dni kiedy pracuję mniej niż bym chciała i takie, kiedy zasuwam jak motorek bez chwili wytchnienia, bo akurat pies ma pogodową chandrę i większość dnia śpi.

Uczę się też psiego języka, bo nie miałam w domu takiego towarzysza przez ponad 8 lat i wiele rzeczy to dla mnie zupełna nowość, wielu nie pamiętam. Poza tym ona jest zupełnie inna i jej humory, zachowania i reakcje są dla mnie czymś niezmiennie fascynującym. Uwielbiam ją obserwować i staram się wychować ją na mądrego, szczęśliwego psiaka.

 

 

Czytam…

“Dwa oblicza” Agnieszki Bednarskiej, które otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Zaklęty Papier. To młode wydawnictwo tworzy Agnieszka Pohl wraz z mężem, którą możecie kojarzyć z jej Obsesyjnej Biblioteczki. Książka czyta się bardzo dobrze i już za chwilę na blogu pojawi się jej recenzja. Nieczęsto sięgam po polskich autorów – wyjątkiem jest oczywiście mój ulubiony Jakub Małecki – ale w tym przypadku trafiłam wyjątkowo ciekawie i nie ukrywam, że chętnie zapoznałabym się także z poprzednią książką tej autorki.

 

Oglądam…

Drugi sezon Stranger Things! Drugi raz! Jestem totalną psychofanką tego serialu i byłam przeszczęśliwa, kiedy dowiedziałam się, że planowana jest kontynuacja. Standardowo, popełniłam serialowy maraton i cały sezon obejrzałam w 1,5 dnia. Teraz oglądam go jeszcze raz, bo towarzyszę w seansach mojemu M. Serial jest wspaniały i jestem całkowicie usatysfakcjonowana jego fabułą, nic bym nie zmieniła. Poza Stranger Things, kontynuuję romans z The Walking Dead, jaram się jak nastolatka przy nowych odcinkach Outlandera (Jamie!) i właśnie kończę świetnego Mindhuntera. Czy ja już mówiłam, że mam lekki problem z Netflixem?

 

Czekam na…

Grudzień i ten fajny, zabiegany okres przedświąteczny. W tym roku poprzysięgłam sobie, że będzie spokojnie, bez nerwów, bez nadmiaru pracy i obowiązków. Chcę mieć grudzień w rytmie slow, chcę cieszyć się przedświąteczną atmosferą i chcę wszystko mieć przygotowane znacznie wcześniej. Już wybieram prezenty dla najbliższych i powoli planuję kuchenne rewolucje, bo co roku na moim świątecznym stole pojawiają się różne, niekoniecznie tradycyjne smakołyki.

W grudniu chciałabym też częściej sięgać po aparat i dokumentować naszą codzienność. Nie zdecyduję się raczej na zrobienie grudniownika, ale chcę nieco nadrobić mój album Project Life i mieć w nim fajne zdjęcia z tego okresu.

A co Wy robicie Tu i Teraz? Co zajmuje Wasze głowy, co planujecie, gdzie jesteście, jak spędzacie czas? Czego słuchacie i co oglądacie? Podzielcie się ze mną swoim „tu i teraz” w komentarzu!
Tu i Teraz #1 – Luty / Tu i Teraz #2 – Lipiec / Tu i Teraz #3 – Październik