Prawdziwe życie zaczyna się daleko poza naszą strefą komfortu. Żeby doświadczać, musimy się na te doświadczenia otworzyć. Pozwolić im do nas dotrzeć. Wyrwać się z ograniczeń, jakie sami sobie narzucamy, a które wynikają często ze skrzywionego i przekłamanego obrazu własnej osoby. Musimy pozwolić sobie na błędy i nauczyć się cieszyć z drobnych rzeczy. Musimy pogodzić się z tym, na co nie mamy wpływu i wyruszyć po nowe.

Recenzja_KronikiPortowe_1

Kroniki Portowe – zarys powieści

Niedoceniany przez ojca, bez większych ambicji, Quoyle przez większość czasu jedynie udawał, że żyje. Czas płynął, a on tkwił w jednym punkcie, niezmiennie wierząc, że nic więcej go nie czeka. Do czasu, gdy w jego życie bezceremonialnie i dość bezczelnie wkroczyła Petal. Kobieta, która stanowiła całkowite przeciwieństwo Quoyle’a, o jakiej nigdy nie miał odwagi nawet marzyć, bo w końcu Quoyle nie marzył o zbyt wielu rzeczach. Wtedy też jego życie wywróciło się do góry nogami po raz pierwszy.

Jego życiowa bierność i bezgraniczna miłość, jaką obdarzył swoją pozbawioną skrupułów żonę, przyniosły mu kilka kolejnych lat upokorzeń i samotności. Jego pociechą stały się córki, którym poświęcił cały swój czas. Petal stała się raczej gościem w ich domu, a pewnego dnia oznajmiła, że nie zamierza wracać w ogóle, żądając od Quoyle’a rozwodu. Przewrotny los postanowił jednak rozprawić się z niewierną żoną inaczej i wtedy też życie Quoyle’a wywróciło się do góry nogami po raz drugi.

Wdowiec z dwójką dzieci, pozbawiony perspektyw i nadziei, bez znaczących doświadczeń zawodowych, musiał nagle zmierzyć się z rzeczywistością. Zrządzeniem losu poznał swoją ciotkę, która po 50 latach na obczyźnie postanowiła wrócić do swojego rodzinnego domu, do Nowej Fundlandii. Do miejsca, w którym pogoda jest kompletnie nieprzewidywalna, a ciepłe słońce odbija się od pokrytych lodem klifów. Gdzie najlepszy środek transportu stanowią łodzie, a na całej wyspie jest zaledwie kilka nowoczesnych, utwardzonych dróg. Gdzie stoi stary, opuszczony dom, przykuty do skały linami. Zabrała Quoyle’a ze sobą, a ta podróż była końcem jednego etapu i początkiem nowego. Wynikała z konieczności uporania się z własnymi demonami i uporządkowania życiowych spraw, a przede wszystkim – odnalezienia siebie i swojego miejsca na ziemi.

Recenzja_KronikiPortowe_2

Oto kronika kilku lat z życia Quoyle’a, który urodził się w Brooklynie i wychował w różnych ponurych prowincjonalnych miasteczkach. (…) Jako student uniwersytetu stanowego, z dłonią przyciśniętą do podbródka, skrywał swoje cierpienia pod maską uśmiechów i milczenia. Na niepewnych nogach dociągnął do lat trzydziestu, ucząc się oddzielać uczucia od życia. Na nic nie liczył. Kroniki Portowe – Annie Proulx

Powieść Annie Proulx to historia ludzi, którzy na nowo budują swój świat, wiarę we własne możliwości i stawiają kolejne, niepewne kroki na swojej życiowej drodze. Każdy z nich ma bagaż doświadczeń, każdego w jakiś sposób ukształtował los. To przepięknie magiczna książka, która przywołuje na myśl legendy i subtelnie czaruje czytelnika swoją prostotą, niesamowitymi opisami przyrody i klimatem miejsc, o których opowiada. Jej fabuła bywa równie surowa i chłodna, jak miejsce, w którym się rozgrywa.

Recenzja_KronikiPortowe_3

To nie jest historia o wielkiej miłości, o niesamowitej metamorfozie człowieka, o sile charakteru, o życiowej rewolucji. „Kroniki Portowe” snują leniwą i, wbrew pozorom, dość lekką w odbiorze opowieść o tym, jak ważne jest panowanie nad własnym życiem, świadomość swoich oczekiwań i jak szkodliwe może być bierne poddawanie się temu, co przyniesie los. W tej książce jest tak wiele dramatów i krzywd, a jednak wywołuje ona uśmiech i dodaje otuchy. Warto dać jej szansę, warto też spojrzeć nieco głębiej, bo przy pierwszym zetknięciu jest to historia dość monotonna, może nawet zbyt leniwie opisana. Wymaga czasu i cierpliwości, jednak za okazanie ich – przepięknie nagradza czytelnika.

Ocena: 7/10