Recenzja | "Kirke" Madeline Miller

Recenzja | "Kirke" Madeline Miller

Pamiętam, że kiedy byłam w szkole, bardzo lubiłam lekcje języka polskiego. Nie cieszyłam się oczywiście z każdej zadanej lektury, ale było wielu klasyków i kilka okresów literackich, z których twórczość bardzo przypadała mi do gustu. Tak też było z mitologią, uwielbiałam ją i doskonale mi się czytało dzieje olimpijskich herosów. Gdy zobaczyłam w odmętach zagranicznego Instagrama nową powieść Madeline Miller, “Kirke”, od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. Doczekałam się równie pięknego wydania w Polsce i z wielką przyjemnością zatopiłam się w lekturze.

Kirke, Madeline Miller, recenzja, The Carolina's Book

Narodziny czarownicy

W domu Heliosa, boga słońca, rodzi się Kirke. Jest nimfą, lecz nie jest taka, jak pozostałe. Ma w sobie coś zdecydowanie bardziej… ludzkiego. Wśród bogów nie czuje się szczególnie dobrze, obce jest jej okrucieństwo i wyrachowanie, przez co szybko staje się ofiarą docinków i bezlitosnych przytyków ze strony swojego rodzeństwa. Nie ma w sobie boskiej siły ani typowej dla nimf olśniewającej urody. Jest tak bardzo inna od swoich sióstr i braci, że skazuje ją to niejako na życie w osamotnieniu. Z czasem w jej życiu pojawia się mężczyzna, zwyczajny ubogi śmiertelnik, który jest nią oczarowany, a ona zatraca się w szczenięcej i naiwnej miłości do niego. Na ich drodze staje jednak fakt, że ona jest nieśmiertelna, a on to najzwyklejszy rybak, kruchy i śmiertelny, jak inni ludzie.

Kirke tak bardzo pragnie być z ukochanym, że dzieje się coś niezwykłego – odkrywa w sobie moc, która przemienia jej wybranka, a na nią sprowadza gniew Zeusa i Heliosa. Karą dla niej jest wygnanie i życie w odosobnieniu na wyspie Ajaja.

Kirke, Madeline Miller, recenzja, The Carolina's Book

Gdy brzydkie kaczątko zmienia się w łabędzia

Wygnanie Kirke z początku stanowiło dla niej okrutną karę, lecz dość szybko odkryła, że to od niej zależy, jak ją wykorzysta. Zaczęła pielęgnować swoje umiejętności, uczyć się czarów i wprowadzać je do swoich codziennych rytuałów. Staje się silniejsza, bardziej niezależna i mniej ufna. Dojrzewa jako kobieta i dojrzewa jej moc. Odnajduje w sobie odwagę, by podejmować własne wybory, lecz już bez młodzieńczego szaleństwa. Zmieniają się jej relacje, a na jej drodze staje nowy mężczyzna, z którym udaje jej się stworzyć związek zupełnie inny, niż ten pierwszy – poważny, stateczny, oparty o wzajemne zrozumienie i zaufanie.

Przez lata swojego wygnania Kirke uczy się budować związki nie tylko oparte o miłość i pożądanie, lecz także kształtuje więzi rodzinne. Jej metamorfoza to przede wszystkim dojrzewanie emocjonalne i nabieranie wiary w siebie, w swoją wartość, a także określanie tego, kim jest i kim chce być.

Kirke, Madeline Miller, recenzja, The Carolina's Book

Nowa wersja starej historii

Madeline Miller sięgnęła po postać, która w mitologii pojawiała się kilkukrotnie, jednak wzbogaciła ją o własne wyobrażenia jej życia. W powieści “Kirke” szczególnie podoba mi się styl autorki, jej sposób wplatania w klasyczną historię nieco bardziej współczesnych wartości. Wszystkie przedstawione postaci, bogowie i herosi, nimfy i ludzie, wzbogaceni są o wyobrażenia autorki, ich cechy są rozwinięte, ich losy przedstawione w ciekawszy, bogatszy sposób. Dzięki temu tę historię czyta się naprawdę doskonale.

W powieści przewija się mnóstwo motywów znanych z mitologii. Poznajemy na nowo bohaterów, którzy już kiedyś zostali nam przedstawieni – Helios, Perseida, Prometeusz, Dedal i Ikar. Kirke zabiera nas w świat, który doskonale znamy, jednak ukazuje go zupełnie inaczej i dzięki temu jest to powieść uniwersalna, wciągająca i warta przeczytania.

Ocena: 8/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Albatros.