Recenzja | „Dziedzictwo” Ann Patchett

Recenzja | „Dziedzictwo” Ann Patchett

Nieczęsto zdarza się, by z pozoru prosta historia, pozbawiona większych zwrotów akcji i trzymających w napięciu scen, sprawiła, że trudno mi się będzie od niej oderwać. Literatura obyczajowa jest dla mnie dość trudnym gatunkiem, bo łatwo wyłapuję jej powtarzalne do bólu schematy, pewną rutynę twórczą, w jaką wpadają autorzy pisząc kolejną powieść o nieszczęśliwej miłości, rodzinnej kłótni, skrywanych przez lata sekretach. Swoją czytelniczą radość odnajduję w zgoła innych tematach – tam, gdzie dużo trupów (w tym i żywych), kryminalnych zagadek i niewyjaśnionych zdarzeń. Czasem trafiam jednak na powieść, która mimo braku tych wszystkich cech, mimo obecności powtarzalnych schematów, potrafi mnie zaskoczyć, wciągnąć i sprawić, że czytanie jej będzie wyjątkowo przyjemne. I to właśnie udało się w przypadku książki Dziedzictwo Ann Patchett.

Dziedzictwo

Historia zaczyna się niewinnie. Wczesne lata 60. ubiegłego wieku, rodzinne przyjęcie w domu Keatingów z okazji chrzcin ich najmłodszego dziecka i niespodziewany gość, któremu nie wypada odmówić zaproszenia, gdy przynosi tak okazałą butelkę dżinu. Alberta Cosinusa nikt zbyt dobrze nie zna, jednak jakimś cudem to właśnie on staje się swego rodzaju gwiazdą wieczoru. Jego drink z ręcznie wyciskanego soku pomarańczowego i dżinu leje się strumieniami, z każdym kolejnym łykiem odbierając gościom zdolność trzeźwego myślenia. Bert jednak zainteresowany jest tylko jedną osobą obecną na przyjęciu – piękną Beverly Keating, żoną gospodarza domu.

Spotkanie tych dwojga jest przypadkowe, lecz całkowicie zmienia bieg historii. Jeden pijany pocałunek, później drugi, o których żadne z nich nie potrafiło zapomnieć. Skutkiem ich romansu jest podwójny rozwód i stworzenie zupełnie nowej rodziny. Bert i Beverly przenoszą się do Virginii, a przez kolejne dziesięciolecia właśnie tam odwiedza ich szóstka wspólnych dzieci.

Pięć dekad 

Powieść Ann Patchett opowiada historię tej patchworkowej rodziny, opisując życie szóstki dzieci i czwórki ich rodziców, którzy powiązani są ze sobą plątaniną wydarzeń z przeszłości. Ich życie płynie, dzieje się w nim tak wiele rzeczy, tych zupełnie przyziemnych i tych, które zmieniają wszystko. Opowieść snuje tu każdy, poznajemy wiele perspektyw i spojrzeń. Jedną z najczęściej pojawiających się narratorek jest Franny, córka Fixa i Beverly. I to właśnie opowieść jest w tym wszystkim kluczem, bo zmienia się i nabiera nowych znaczeń w zależności od tego, kto ją opowiada. To historia rozciągnięta na pięć dekad życia, które tworzą zapis ludzkiego istnienia, szczęścia, cierpienia i nadziei.

Podeszła do niego. Włosy miała zaplecione w warkocz upięty w podwójną pętlę niczym lina ratunkowa, której należy użyć w nagłym wypadku. – Dobrze pan wygląda, panie Keating – powiedziała. – Trzy etapy życia: młodość, wiek średni i „Dobrze pan wygląda, panie Keating”. – Wszystko zależy od okoliczności. Jeśli widzę pana na plaż leżącego w kąpielówkach na ręczniku, to chyba wygląda pan niezbyt dobrze. Ale tutaj – Patsy ściszyła głos i rozejrzała się po sali, a potem się do niego przybliżyła. – Tutaj wygląda pan dobrze.
Dziedzictwo – Ann Patchett

Opowieść o rodzinie

Książka napisana jest w prosty, łatwy w odbiorze sposób. Jest pełna humoru i ciepła, a pomimo dość spokojnego tempa i braku większych zwrotów akcji, chce się ją czytać i nie powoduje znudzenia. To moje pierwsze spotkanie z Ann Pachett, lecz sądzę, że nie ostatnie. Jej sposób budowania narracji, tworzenia wspaniałych, żywych bohaterów i snucie ciepłej, ciekawej historii zachęca mnie do sięgnięcia po pozostałe książki jej autorstwa. Jedyna rzecz, co do której mam wątpliwości, to chronologia wydarzeń i sposób prowadzenia czytelnika przez fabułę – autorka zastosowała tu zabieg naprzemiennej chronologii, zatem dość często przeskakujemy w czasie o kilkadziesiąt lat w tę i we w tę. Bywa to uciążliwe, w szczególności na początku, gdy dopiero zagłębiamy się w przedstawioną historię i łatwo się w niej pogubić. Poza tym jednym minusem, nie mam nic więcej do zarzucenia Dziedzictwu i czytałam tę powieść z nieskrywaną przyjemnością.

Dziedzictwo Ann Patchett, recenzja, The Carolina's Book

– Ludzie boją się niewłaściwych rzeczy – powiedział Fix z zamkniętymi oczami. – Gliniarze boją się niewłaściwych rzeczy. Myślimy, że dopadnie nas coś, co czeka za drzwiami: że jest na zewnątrz albo w szafie, ale to nieprawda. (…) W przypadku ogromnej większości ludzi na tej planecie to, co ich zabije, znajduje się w ich wnętrzu. Rozumiesz to, prawda, Franny?
Dziedzictwo – Ann Patchett

Nie jestem fanką powieści obyczajowych, lecz Dziedzictwo Ann Patchett jest kolejną książką, zaraz po Całym życiuDygocie i Śladach, która naprawdę bardzo mi się podobała i sprawiła, że pokładam większe nadzieje odnośnie istnienia perełek z tego gatunku. Na moich półkach czeka jeszcze wiele obyczajowych tytułów i stawiam im w tym momencie naprawdę dość wysoką poprzeczkę.

Dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki i zachęcam do zakupu książki, jej premiera miała miejsce właśnie dziś!

Ocena: 7/10

 

Karolina

Kreatywna głowa, pełna pomysłów i inspiracji. Uzależniona od książek, sushi i waniliowej chai latte. Z wykształcenia marketingowiec, z pasji fotograf, z zamiłowania blogerka. Ma milion pomysłów na siebie i chciałaby zrealizować je wszystkie.