Uwielbiam robić zdjęcia, to pewnie żadna nowość dla osób, które są tutaj od dłuższego czasu albo natrafiły w sieci na moje fotograficzne portfolio. Fotografia towarzyszyła mi od dziecka i towarzyszy nadal, choć coraz częściej w nieco zmienionej formie. Zamiast po profesjonalną lustrzankę, sięgam po smartfona. Mam na telefonie kilka różnych aplikacji, które służą do obróbki fotografii i na pewno o nich napiszę osobny post, bo dość często mnie o nie pytacie. Tym razem opowiem Wam o jednej z nich, całkiem nowej, która podbiła serca setek tysięcy użytkowników w niecały… tydzień! Podbiła też moje, jednak im więcej się o niej dowiadywałam, tym stawałam się ostrożniejsza.

Prisma – artystyczne filtry fotograficzne

Aplikacja Prisma, stworzona przez rosyjski start-up Prisma Labs, pojawiła się zaledwie kilkanaście dni temu, a na dzień dzisiejszy liczba jej użytkowników przekroczyła milion. Portale społecznościowe pękają w szwach od udostępnianych “małych dzieł sztuki” stworzonych przy pomocy filtrów. Aktualnie dostępna jest jedynie na iOS, lecz twórcy zapowiedzieli już udostępnienie jej na Androida oraz zupełnie nową opcję edycji filmów.

Prisma, Prisma app, The Carolina's Book

Trzeba przyznać, że aplikacja naprawdę wyróżnia się na tle konkurencji. Filtry inspirowane są najsłynniejszymi stylami w malarstwie i grafice – nasze zdjęcia mogą zatem wyglądać jak obraz Mondriana, Muncha, Picassa, Roya Lichtensteina, malarstwo impresjonistyczne, japońskie mangi. Zaskakuje jakość wykonania, filtry nie wyglądają sztucznie, a aplikacja potrafi przekształcić średnie zdjęcie w naprawdę świetną grafikę, do złudzenia przypominającą obraz. Ja sama na fali ekscytacji tak się wkręciłam w “ajfonowe malarstwo”, że stworzyłam osobne konto na Instagramie, gdzie dodaję tylko tak przerobione zdjęcia.

Prisma, Prisma app, The Carolina's Book

Obrazy stworzone w Prisma można zapisać na telefonie w rozdzielczości 1080 x 1080 px, co niestety uniemożliwia ich dobry jakościowo wydruk, a muszę przyznać, że kilka moich “dzieł” podoba mi się na tyle, że chętnie znalazłabym dla nich miejsce w domu. Stworzone grafiki można też od razu udostępnić na Instagramie oraz Facebooku. Wszystko to brzmi cudownie, a jeszcze lepiej, gdy dociera do nas fakt, że aplikacja jest całkowicie darmowa. Czy coś tak dobrego rzeczywiście może być za darmo? Gdzie jest haczyk?

Regulaminy i inne drobiazgi

Wiecie, jakie jest największe kłamstwo dzisiejszych czasów? “Zapoznałem się z warunkami korzystania z aplikacji i je akceptuję”… Regulaminów i polityki prywatności nie czyta 90% użytkowników. Większość od razu przechodzi do używania aplikacji, nie mając pojęcia, na co się zgadzają poprzez korzystanie z niej. Z Prisma jest dokładnie tak samo. I przyznam z lekkim wstydem, że ja też się na to złapałam, chcąc od razu wypróbować jej działanie. Za pierwszym użyciem tak mnie wkręciła, że klikałam chyba przez godzinę, dodając coraz to nowe zdjęcia do przerobienia. Nie mając żadnej świadomości, co się z nimi potem stanie.

Aplikacja Prisma pozwala na przekształcanie zdjęć przy użyciu artystycznych filtrów, jednak cały proces tworzenia grafiki odbywa się w chmurze. Nie da się więc z niej korzystać bez połączenia z internetem. To jednak nie koniec niespodzianek. Warunki użytkowania aplikacji informują użytkownika, że każde zdjęcie poddane procesowi obróbki dowolnym filtrem może być wykorzystane w dowolny sposób przez twórców aplikacji. W praktyce twórcy aplikacji mają prawo do komercyjnego wykorzystywania naszych przerobionych fotografii, uwaga, nawet jeśli nie zostały przez nas opublikowane, a jedynie przerobione filtrem. Nie jest to zaskakujące, ponieważ większość portali społecznościowych posiada podobne klauzule w swoich regulaminach (tak, tak, Facebook też!), jednak w tym przypadku niepokoi fakt, że fotografia wcale nie musi zostać opublikowana.

Prisma, Prisma app, The Carolina's Book

Bez paniki!

Prisma w rzeczywistości nie działa w sposób inny, niż znane nam na co dzień portale społecznościowe. Zarówno Instagram, jak i Facebook posiadają w swoich regulaminach podobne zapisy. Po Facebooku swego czasu krążyły nawet bzdurne łańcuszki, które miały na celu “poinformować Facebooka, że fotografie należą do ich twórców”, a w rzeczywistości nie miały oczywiście żadnej mocy prawnej ani żadnego sensu. Korzystając z darmowych aplikacji należy liczyć się z tym, że nie są tak do końca darmowe. Zapłatą za ich wykorzystywanie może być przekazywanie danych, udostępnianie treści lub przekazywanie praw do treści w nich utworzonych. Jedynym rozwiązaniem dla tych, którym taki stan rzeczy nie odpowiada, jest… nie korzystać. I czytać regulaminy!

A czy Wy też daliście się skusić magii Prisma? Korzystacie z niej, jakie są Wasze wrażenia? Podzielcie się nimi w komentarzu!