Styczeń i luty miały być dla mnie miesiącami wytężonej pracy, rozwoju bloga, czytania na potęgę i – generalnie rzecz ujmując – ciśnięcia do przodu z tym nowym rokiem. Jak wyszło? Ano tak, że od połowy stycznia nie mogę się doleczyć, złapałam jedno przeziębienie, wyleczyłam się na dwa dni, a potem złapałam drugie. Jestem w rozsypce i moje wielkie plany skończyły się wielką klapą. Zrobiłam może 1/4 rzeczy, które miałam na liście zadań, a przez problemy ze wzrokiem i non-stop łzawiące oczy nie przeczytałam wszystkich książek, które na mnie czekały.

Udało mi się jednak przeczytać trzy tytuły, które dziś chciałam Wam przybliżyć w tym skromnym podsumowaniu czytelniczym stycznia i lutego.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Karolina | The Carolina’s Book (@carolinasbook)

Szczury Wrocławia. Kraty – Robert J. Szmidt

Początki bywają złudne, a im dalej w las, tym więcej… zombie. Tak mogłabym podsumować nową książkę Roberta J. Szmidta, bo tym razem nie za bardzo wiem, jak to inaczej ugryźć (nomen omen). Jest to chyba pierwsza powieść o apokalipsie zombie, z którą mam nie lada problem. O ile wiem doskonale, że tego typu powieści bywają mocno brutalne (co w sumie jest oczywiste), o tyle akurat ta pozycja przekroczyła nieco moje oczekiwania i momentami czytanie jej było po prostu męczące.

Kiedy wrzuciłam Wam zdjęcie na Instagram, byłam na początku książki i akcja jeszcze nie była za bardzo rozwinięta. Ten wstęp mnie zaciekawił, był dobrze skonstruowany, wprowadzenie do historii zapowiadało fascynującą lekturę. Niestety – przeliczyłam się. Czy może raczej oczekiwałam czegoś innego, niż dostałam. Po kilkunastu kolejnych rozdziałach fabuła zaczęła mnie nieco przytłaczać.

Żywe trupy w kolejce po mięso

Szczury Wrocławia. Kraty to powieść osadzona w PRLowskich realiach, w tytułowym Wrocławiu w 1963 roku. Epidemia czarnej ospy to zaledwie początek dużo mroczniejszych wydarzeń. W ciągu kilku godzin całe miasto opanowuje plaga krwiożerczych zombie, z którą nie radzi sobie ani milicja ani wojsko. Jednym z niewielu w miarę bezpiecznych miejsc jest więzienie, które wewnątrz kryje jednak zupełnie inne potwory. Chcąc wykorzystać jego potencjał obronny, cele zostają otwarte i orpóżnione. W ten sposób na wolność wydostają się najgorsi, najkrwawsi, najbardziej bezwzględni przestępcy, wielu skazanych na śmierć zwyrodnialców, w tym jeden, który zasłynął szczególnie – morderca i kanibal Fabian Sprycha. Fabuła stawia w tym momencie przed czytelnikiem pytanie – co jest gorsze, żywe trupy, czy może jednak ci całkiem żywi? No cóż. U Szmidta, to porównanie wypada bardzo nietypowo, bo w zderzeniu z ludzkim okrucieństwem, zombiaki jawią się jako mało wyrafinowane, mięsożerne potworki i nic poza tym. A może nie jest to wcale takie nietypowe?

Podobnie do The Walking Dead

Fabularnie ta powieść bardzo mocno kojarzy mi się z serialem i książkami The Walking Dead. Na myśl przychodzą mi w szczególności postaci Negana i Gubernatora, które zasłynęły ze swojego szczególnego okrucieństwa. Szmidt tworzy kreacje bohaterów koszmarnych, bez granic moralnych, złośliwych i sadystycznych. To, pomimo oczywistej tematyki, była dla mnie jednak dość trudna lektura właśnie przez wzgląd na rys postaci.

Pisze to fanka thrillerów, horrorów i ogólnie krwawej jatki. Być może to język, być może to mnogość postaci (szczególnie tych martwych), a być może to po prostu “niedopasowanie charakterów”, ale romansować z literaturą Roberta J. Szmidta chyba w najbliższym czasie nie będę. Nie miałam okazji czytać pierwszego tomu serii, być może jego znajomość dałaby mi pewien obraz tego, w jaki sposób autor konstruuje swoje powieści i łatwiej byłoby mi przez Szczury przebrnąć.

Szara polska rzeczywistość

Aspektem, który szczególnie wyróżnia powieść Szczury Wrocławia. Kraty jest osadzenie wydarzeń w realiach lat sześćdziesiątych, w samym środku polskiego komunizmu. Jest to chyba jedna z tych rzeczy, która szczególnie utrudniała mi lekturę – nie przepadam za tym okresem ani w literaturze, ani w filmie, a Szmidt bardzo podkreśla cechy charakterystyczne dla tych czasów.

Fabuła powieści jest bardzo złożona, choć wyróżniają się tu trzy główne wątki, które na końcu splatają się w finał. Jest bardzo dużo postaci, w większości pojawiających się przelotnie, bardzo dużo opisów, detali, a akcja pędzi na złamanie karku. Książka jest dość gruba, tekst nieduży, a stron pełnych szczegółów ponad 600. Nie, żebym wolała cienkie lektury, bo jest wręcz przeciwnie, jednak czytanie tej pozycji nie było dla mnie najłatwiejsze. Odnoszę wrażenie, że to historia dość szorstka, ciężka i stawiam, że znacznie bardziej spodoba się mojemu M., niż mi.

Ocena: 5,5/10 

Bardzo dziękuję wydawnictwu Insignis za egzemplarz do recenzji.


 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Karolina | The Carolina’s Book (@carolinasbook)

Mroczni ludzie – Jens Henrik Jensen

Powieść będąca kontynuacją historii Nielsa Oxena, byłego żołnierza duńskich sił specjalnych, zmagającego się z koszmarem syndromu stresu pourazowego i usiłującym odciąć się od świata, poszukując spokoju i samotności. Jak to w życiu bywa – jeśli nie szukasz kłopotów, kłopoty znajdą ciebie. Oxenowi nie dane jest cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem, wpada bowiem (po raz kolejny) w sam środek politycznej i morderczej intrygi.

Skandynawski mrok i wartka akcja

Powieść Jensena przypomina mi znane i lubiane książki kryminalne, przepełnione akcją i genialnie trzymające w napięciu – głównie na myśl przychodzi mi Lee Child, Harlan Coben czy Camila Lackberg. To lektura, która ma ten słynny skandynawski klimat, wszechobecny mrok, przenikliwy chłód, a jednocześnie rozgrzewa świetnie skonstruowaną intrygą i emocjonującymi wydarzeniami. Historia Oxena wydaje się prosta – on dowiedział się za dużo i teraz go ścigają. Musi się ukrywać, by przetrwać. Szuka go jednak ktoś jeszcze – Margrethe Franck, z którą wcześniej współpracował. Kobieta nieświadomie ściąga niebezpieczeństwo na ich oboje.

Prawdziwy twardziel

Jensen stworzył obraz bohatera z krwi i kości. Silnego, nieugiętego i szorstkiego. To ten typ mężczyzny, który najlepiej czuje się w leśnej chacie, rąbiąc drewno do kominka i uprawiając zapasy z niedźwiedziem. To postać, która w sytuacji bez wyjścia zawsze to wyjście odnajduje, nie tracąc przy tym ani na chwilę zimnej krwi i stalowych nerwów. Obcowanie z takimi bohaterami na kartach powieści Jensena jest przyjemnością – to nie bezmózgi mięśniak, to nie cwany agent, który jak kot spada na cztery łapy. To bezkompromisowy twardziel, który przeszedł przez piekło i nie waha się do niego wrócić, walcząc o sprawiedliwość.

Układy, władza i polityka — przepis na doskonały kryminał

Tam, gdzie mieszają się sprawy polityczne, władza, pieniądze i układy, z pewnością będą się działy złe rzeczy. O ile za stricte politycznymi kryminałami nie przepadam, to tutaj zupełnie nie mamy z takim do czynienia. Przeważa akcja, mroczne intrygi i doskonały, skandynawski klimat. To powieść, która wyróżnia się spośród podobnych gatunkowo i z niecierpliwością czekam na trzeci tom tej serii.

Ocena: 7/10

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Editio Black.


 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Karolina | The Carolina’s Book (@carolinasbook)

Opowiem ci o zbrodni –  K. Bonda, M. Guzowska, K. Puzyńska i inni

Prawdziwe historie zawsze jakoś bardziej do mnie (i pewnie nie tylko do mnie) przemawiają. Niezmiennie ciekawią mnie książki oparte o prawdziwe wydarzenia, bazujące na dziennikarskich śledztwach i rozmowach ze sprawcami i ofiarami zbrodni. W minionym roku zaczytywałam się w Zbrodniach prawie doskonałych Izy Michalewicz i Z nienawiści do kobiet Justyny Kopińskiej. Tym razem w moje ręce wpadł zbiór opowiadań pióra kilku najbardziej znanych polskich autorów powieści kryminalnych. Opowiem ci o zbrodni to prawdziwe historie opowiedziane na nowo. Na liście autorów znajdują się Katarzyna Bonda, Igor Brejdygant, Wojciech Chmielarz, Marta Guzowska, Katarzyna Puzyńska oraz Małgorzata i Michał Kuźmińscy.

Motywacja mordercy – dlaczego

Opowiadania znajdujące się w tej książce są bardzo ciekawie skonstruowaną formą odpowiedzi na zasadnicze pytanie – dlaczego doszło do zbrodni? Autorzy, po przeanalizowaniu setek stron dokumentacji, rozmowach z osadzonymi, policjantami i prokuratorami zajmującymi się poszczególnymi sprawami, tworzą swoją własną wizję wydarzeń i opowiadają ją czytelnikowi własnymi słowami. To ciekawe doświadczenie literackie, bo nagle z twórców fikcji i powieści kryminalnych, w których ograniczała ich jedynie własna wyobraźnia, stają się swego rodzaju narratorami autentycznych wydarzeń. Muszą spróbować zrozumieć i przekazać czytelnikowi motywację sprawcy, uzasadnić jego postępowanie.

Historia opowiedziana na nowo

Każdy z autorów miał możliwość wyboru sprawy, która najbardziej mu odpowiadała. Wybór był szeroki, bo obejmował ostatnie czterdzieści lat i najróżniejsze wydarzenia. Każdy z nich opierał się wyłącznie o suche fakty, policyjne analizy i każdy swoje opowiadanie napisał w charakterystycznym dla siebie stylu. Co ciekawe, do prac nad książką wybierane były między innymi sprawy, które nie zostały rozwiązane lub zostały wznowione dopiero po wielu latach przez tak zwane policyjne Archiwum X.

Zderzenie pisarzy z rzeczywistością, w której nie ma dobrego bohatera, mocnego gliny, odkrywającego po kolei wszystkie elementy układanki, aż do efektownego finału, jest czymś świeżym i intrygującym. Zarówno dla samych autorów, którzy zmuszeni byli do spojrzenia na tematy im zawodowo bliskie w zupełnie inny sposób, wchodząc w inną rolę, jak i dla czytelnika, mogącego te mroczne historie poznać na nowo.

Ocena: 7,5/10

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Kompania Mediowa.


A co Wam udało się przeczytać w lutym?