faultinourstars

Najpierw obejrzałam film, łamiąc tym samym swoją zasadę “pierw przeczytaj, potem oglądaj”. Nie żałuję. To jedna z tych historii, które można poznawać wciąż od nowa. Opowieść przepełniona emocjami, taka, która uczy w prosty, najprostszy sposób kilku bardzo mądrych rzeczy o życiu, miłości i… o umieraniu.

Hazel Grace Lancaster, główna bohaterka powieści, to twardo stąpająca po ziemi szesnastolatka, która od trzech lat cierpi na raka tarczycy z licznymi przerzutami do płuc. Jej codzienność wypełniona jest spędzaniem czasu w domu, czytaniem jedynej, ulubionej książki oraz oglądaniem kolejnych odcinków America’s Next Top Model. Hazel, w wyniku “medycznego cudu” i pozytywnej reakcji na lek, pozostaje przy życiu, jednak nikt nie ma pewności, jak długo to potrwa. Na co dzień oddycha przy pomocy butli tlenowej, którą wozi ze sobą w małej walizce na kółkach i którą przekornie nazwała Phillip. Rodzice starają się za wszelką cenę nakłonić Hazel do spędzania czasu – w miarę możliwości – jak zwyczajna nastolatka, zapisują ją również do grupy wsparcia, aby poznała osoby zmagające się z tym samym problemem, co ona. Tam właśnie poznaje Gus’a.

Augustus “Gus” Waters (fenomenalne imię!), to pewny siebie, zabawny i bardzo elokwentny chłopak, który pojawia się na grupie wsparcia wraz ze swoim przyjacielem Isaakiem. Rak zabrał mu jedną z nóg, a następnie, dzięki skutecznej terapii przeszedł w fazę remisji, w której pozostaje od ponad roku. Gus poznaje Hazel na grupie wsparcia i zaczyna się nią interesować już od pierwszej chwili.

Sądząc po dwójce głównych bohaterów, “Gwiazd naszych wina” to mogłaby być ckliwa opowieść dla nastolatków o nieszczęśliwej miłości, która dotknęła dwoje młodych ludzi pochłoniętych swoimi życiowymi problemami, niezdolnych do snucia planów i marzeń, bo ich życie podporządkowane jest trwaniu w niepewności jutra. Rzeczywistość jest niemal dokładnie odwrotna. Powieść podejmuje niezwykle trudne tematy – miłości pojawiającej się w perspektywie niedalekiej śmierci, doceniania tego, co mamy, a także skupiania się na szczęściu w chwili obecnej, tu i teraz.

Moja pierwsza myśl po zapoznaniu się z tym tytułem, to “historia o umieraniu otulona w delikatny, pluszowy koc”. Może to niezbyt precyzyjne określenie, jednak takie właśnie odniosłam wrażenie – to historia poruszająca dramatyczne, ciężkie tematy, jednak opowiedziana lekko, ciepło, wzruszająco i w taki sposób, że zamiast łez wywołuje uśmiech. Pozwala uświadomić sobie, jak kruche i delikatne jest ludzkie życie, ale też jak niewiele wystarczy, aby sprawić, że będzie szczęśliwe. Pokazuje, że śmierć to zarówno koniec, jak i początek. Że można sobie z nią radzić i ujarzmić strach związany z przemijaniem.

To powieść zarówno dla młodszego, nastoletniego odbiorcy, jak i dorosłych, bo ładunek emocjonalny i przesłanie w niej zawarte są uniwersalne, niezależnie od wieku.

Porównując film i powieść (którą czytałam w języku angielskim, w oryginale), trudno mi się zdecydować, co było lepsze. Film ma doskonałą obsadę, zarówno Shailene Woodley w roli Hazel, jak i fantastyczny Ansel Elgort w roli Augustusa Watersa całkowicie oddali klimat historii, charakter i temperament swoich postaci. Ansel Elgort rozbraja zawadiackim uśmiechem i stapia się całkowicie w postać Gus’a, a pomiędzy obojgiem bohaterów na ekranie dzieje się magia. Należy też wspomnieć o kreacji Willem’a Dafoe, którego osobiście bardzo lubię i który doskonale przedstawił postać pisarza i autora ukochanej przez Hazel książki “Cios udręki” – Van Houtena.

Mimo mojej naprawdę wysokiej oceny dla filmu, książka spodobała mi się o ten jeden punkt bardziej. Jak to zwykle z filmami bywa – pominięto kilka wątków, być może nie tak istotnych dla całości fabuły, jednak wartych uwagi. Przede wszystkim jednak książka bogata jest w cytaty, które nie zostały wykorzystane w scenariuszu, a które ja osobiście dodałam do mojej kolekcji najlepszych cytatów, zarówno tych z przesłaniem, jak i ironicznych czy zabawnych. Kilka z nich znajdziecie poniżej, mój najbardziej ulubiony to ten na zdjęciu powyżej.

“We are literally in the heart of Jesus,” he said. “I tought we were in a church basement, but we are literally in the heart of Jesus.” “Someone shoud tell Jesus,” I said. “I mean, it’s gotta be dangerous, storing children with cancer in your heart.”
“Don’t tell me you’re one of those people who becomes their disease. I know so many people like that. It’s disheartening.”
“You are so busy being you that you have no idea how utterly unprecendented you are.”
“The pleasure of remembering had been taken from me, because there was no longer anyone to remember with.”

Resztę ulubionych tekstów zostawię dla siebie, bo niestety zawierają w sobie ogromne spoilery, a nie chcę psuć radości tym z was, którzy jeszcze nie zabrali się za tę historię. Bardzo gorąco polecam zarówno książkę, jak i film!

Ocena filmu: 7,5/10
Ocena książki: 8,5/10
Źródła obrazów: 1 / 2