Recenzja | „Całe życie” Robert Seethaler

Recenzja | „Całe życie” Robert Seethaler

Już 24 maja premierę będzie miała książka „Całe życie” Roberta Seethalera, którą mam przyjemność przedpremierowo zrecenzować dzięki Wydawnictwu Otwartemu. Przedstawiony na poniższych zdjęciach jest egzemplarz recenzyjny, oficjalną okładkę możecie zobaczyć na stronie wydawnictwa. Całe życie Historia Andreasa Eggera to niecałe 200 stron, na których dzieje się tak wiele i tak niewiele jednocześnie. Robert Seethaler w ujmujący sposób przedstawia dzieje człowieka, od jego narodzin, aż do dnia jego śmierci, plotąc niesamowitą opowieść, pełną smutku, bólu, osamotnienia i małych-wielkich radości. To powieść osadzona w niesamowitym pejzażu Alp, w niewielkiej wiosce pozbawionej elektryczności, jeszcze wówczas zapomnianej przez resztę świata. To powieść o zmianach, o tym, że nie istnieje nic stałego, nic, czego nie można odmienić w jakiś sposób – czy jest tym człowiek, czy natura. Pod pewnymi względami ta powieść kojarzy mi się z moim ukochanym „Dygotem” Kuby Małeckiego, wydobywa się z niej podobny czar, w znajomy sposób wykreowany jest tu obraz człowieka, prawdziwego do bólu i równie prawdziwie oddziałującego na czytelnika. Andreas Egger uchodził wprawdzie za kalekę, ale był silny. Potrafił ciężko pracować, żądał niewiele, ledwie się odzywał i z równą cierpliwością znosił letni skwar na polach, co dominujące zimno w lesie. Brał każdą robotę i wykonywał ją sprawnie i bez szemrania. Umiał […]

Recenzja | Trochę inny poradnik – Ja Wersja 2.0

Recenzja | Trochę inny poradnik – Ja Wersja 2.0

Zdarza mi się czasem wspominać moje „młodzieńcze lata”. Przypominam sobie wtedy, że często towarzyszyły mi skrajne emocje, dawałam się im ponieść i moje życiowe wybory niewiele miały wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Taki wiek, mówili, przejdzie jej, zmądrzeje, wydorośleje. Ja wtedy, co oczywiste, parskałam śmiechem i nie pozwalałam sobie w żaden sposób uzmysłowić, że faktycznie pewne rzeczy wynikają z braku dojrzałości emocjonalnej. Kiedy już wyrosłam z nastoletnich dramatów, zaczęłam uświadamiać sobie zmiany, jakie zachodziły w moim sposobie myślenia. Okazało się, że pewne rzeczy, które kiedyś wywołałyby we mnie silne emocje, dziś nie stanowią absolutnie żadnego punktu zapalnego. Okazało się, że mogę robić coś, co kocham i naprawdę, szczerze nie interesować się tym, co na ten temat myślą inni. Okazało się, że mogę głośno wypowiedzieć swoje zdanie na jakiś temat i ziemia pode mną się nie zapadnie, nie zostanę wyśmiana lub rozstrzelana na miejscu – wręcz przeciwnie, zostanę doceniona i moja opinia stanie się inicjatorem zmiany. Pozwoliłam sobie działać. I pozwoliłam sobie popełniać błędy, a potem je naprawiać. Pozwoliłam sobie mówić to, co myślę i stawiać siebie na pierwszym miejscu, bo tak trzeba. Pozwoliłam sobie na naturalne dla mnie reakcje, odruchy i działania, a wyzbyłam się blokad i ograniczeń. Nadal uważam, że sporo […]

Amerykańscy Bogowie na srebrnym ekranie

Amerykańscy Bogowie na srebrnym ekranie

Ekranizacje dobrych powieści dzielą się zwykle na dwa rodzaje – równie dobre lub kompletnie beznadziejne. Magię płynącą z książki nie jest łatwo przenieść na ekran, nawet wykorzystując do tego cuda techniki i iście widowiskowe efekty specjalne. Jeśli zabraknie chemii, tego czegoś, co dzieje się w naszych głowach, gdy wraz z bohaterami książki zapadamy się coraz głębiej i głębiej w ich świat – klęska jest nieunikniona. Zawsze, gdy wyczekuję na ekranizację powieści, którą darzę dużą sympatią, jestem niespokojna. Tak bardzo obawiam się, że nieudolna reżyseria, zła gra aktorska lub – co chyba najgorsze – tragiczny casting, zepsują mi całą zbudowaną wokół danej książki przyjemność. Nie wiem, czy to tylko moje obawy, czy może też tak macie? Gdy usłyszałam, że ma powstać kolejna ekranizacja powieści Neila Gaimana, poczułam właśnie to, o czym wspominam. Pierwsza obejrzana przeze mnie ekranizacja, “Koralina”, była naprawdę dobra, ale po pierwsze – to książka dla dzieci, po drugie – to animacja. “Amerykańscy Bogowie”, którzy premierę mają mieć już 30 kwietnia, to kolejna doskonała powieść Gaimana i kolejna, co do której żywię niemały sentyment. Przeczytałam ją niedawno, chcąc poznać pierwowzór przed powstaniem ekranizacji i o ile zawsze tak robię, bo wyznaję zasadę “najpierw książka, potem film”, o tyle tym […]

Recenzja | „Ślady” Jakub Małecki

Recenzja | „Ślady” Jakub Małecki

Gdy zetknęłam się po raz pierwszy z twórczością Kuby Małeckiego, pomyślałam, że dawno nie czytałam czegoś napisanego tak poetyckim, pięknym językiem. Spodziewałam się, że Dygot, bo o nim tu wspominam, będzie dla mnie książką ważną i niemożliwą do zapomnienia, a każda jej kolejna strona utwierdzała mnie w tym przekonaniu. To była miłość od pierwszego wejrzenia, cudowna mnogość emocji. I wydawało mi się, że to niemożliwe, żeby pisarz dwa razy wprowadził czytelnika w taki sam stan euforii. A jednak myliłam się. Ślady Ślady to powieść będąca jednocześnie zbiorem magicznych, dla mnie wręcz nieco onirycznych opowiadań. Tu każda historia łączy się z poprzednią. Każdy bohater żyje i umiera, pozostawiając po sobie coś. Wspomnienie, słowa, zawieszoną pomiędzy światami obecność, wpływ na życie innego człowieka. Po raz kolejny Małecki sięga do tematu życia i śmierci. Opisywane przez niego historie, to zapis ludzkiej codzienności. Czasem pełnej pasji, czasem nie wyróżniającej się niczym, czasem wypełnionej cierpieniem i goryczą. Bohaterowie Śladów połączeni są ze sobą w ten poetycki, nieco nierzeczywisty sposób – okruchy wspomnień o jednym tworzą fundament życia drugiego. Podzieleni przez czas, miejsce, wiek, styl życia, a jednak w jakimś stopniu sobie bliscy. Strzępki życia Młody Tadeusz ginie od kuli, podwarszawski las wchłania w swoją ziemię […]

Recenzja | „Zabić drozda” Harper Lee

Recenzja | „Zabić drozda” Harper Lee

„Chodź, trzeba ci kupić książkę.” – powiedział mi mój M. pewnego wieczoru, kiedy mój humor powoli sięgał dna i potrzebne było na cito remedium na smutki. Książki zawsze działają. „Wybieraj.” Wybrałam. I to był wybór doskonały. Od nie-wiem-jak-dawna nosiłam się z zamiarem sięgnięcia po klasykę, jaką bez wątpliwości jest powieść Zabić drozda. O geniuszu Harper Lee nasłuchałam się i naczytałam wielokrotnie, ale wciąż nie było mi do niej po drodze. U mnie tak już jest, że gdy stworzę sobie listę książek „absolutne must-read natychmiast”, to czytam… wszystko, tylko nie te książki. Nie pytajcie, nie wiem, dlaczego. Tego dnia jednak stwierdziłam, że najwyższy czas. Ameryka w okresie przemian społeczno-kulturowych i wszechobecnego rasizmu to dla mnie wyjątkowo interesujący temat. Po przeczytaniu i obejrzeniu Służących oraz Zielonej Mili poczułam potrzebę zgłębienia tego okresu w historii, szczególnie poprzez powieści obyczajowe. Dwie, o których wspomniałam, czytało mi się doskonale, to świetnie napisane książki i równie dobre filmy. Liczyłam, że nie zawiodę się na kolejnej powieści z tego gatunku. I dokładnie tak było. „Tylko pamiętaj, że grzechem jest zabić drozda.” Zabić drozda to nie jest do końca powieść o prześladowaniu rasowym i prawach człowieka. To książka zdecydowanie bardziej skupiona na dorastaniu i dojrzewaniu. Na poznawaniu świata w […]

Legion Samobójców – warto zobaczyć?

W miniony weekend na ekranach kin pojawił się kolejny film o superbohaterach, oparty o universum DC. Od pewnego czasu tego typu produkcje wyrastają niemal jak grzyby po deszczu, jednak trudno się temu dziwić, wszak to tematyka niezwykle popularna i przynosząca twórcom niemałe dochody. Deadpool pobił w tym roku rekord box office, o czym zresztą wspominałam w tym wpisie, natomiast Batman vs. Superman podzielił fanów kina na dwa przeciwstawne obozy – tych zachwyconych produkcją i tych, którzy mieszali ją z błotem po całości. Na Legion Samobójców czekałam z utęsknieniem od wielu miesięcy, piszczałam jak nastolatka oglądając pierwsze trailery i odliczałam dni do premiery kinowej. W sobotę zobaczyłam to, na co tak czekałam. I okazało się, że to zupełnie inny film, niż mi się z początku wydawało. I love Mr J! Zacznę od tego co najważniejsze – Joker zagrany przez Jareda Leto był doskonały. Miał ogromny potencjał, był genialnie ucharakteryzowany, odpowiednio szalony, sadystyczny i psychodeliczny. Nie przypominał w niczym poprzednich Jokerów, minimalnie nawiązując jedynie do kreacji Jacka Nicholsona. I pojawił się w filmie zaledwie kilka razy. Na całe 2 godziny filmu, jego obecność na ekranie to zaledwie kilka minut. To było moje największe zaskoczenie i największe rozczarowanie, bo spodziewałam się naprawdę wielkiej […]